KRAKOWSKI CENTUS

Ekstremalne oszczędzanie, styl życia.

Ile można zarobić, rozwożąc jedzenie na rowerze dla Uber Eats?

Każda osoba widząca panów z charakterystycznymi zielonymi pojemnikami na jedzenie może zastanawiać się, ile można z tego wyciągnąć. Oto rezultaty mojego researchu: bardzo mało. Dostawca jedzenia na rowerze z Uber Eats wedle realistycznych szacunków zarabia od 5 do 12 złotych na godzinę (bez napiwków). Komentarze, że jest to więcej niż 20 złotych na godzinę, wydają się być mało wiarygodne.

Logo Uber Eats

Logo Uber Eats ze strony ubereats.com

Ile można wyciągnąć z Uber Eats. Skąd mam moje dane?

„Nawet w Warszawie zarabia się maksymalnie 70 złotych dziennie (po całym dniu jeżdżenia)” – twierdzi użytkownik komentujący pod artykułem na stronach warszawa.naszemiasto.pl[1]. Pada tam absolutnie niezweryfikowana i nieprawdziwa kwota 8 tysięcy złotych miesięcznie dla rowerzysty jeżdżącego z Uber Eats. Chociaż komentujący przyznają, że na samym początku można było wykręcić więcej, to zarobki spadły, jak liczba osób dowożących jedzenie dla Uber Eats zwiększyła się.

Użytkownicy grupy UberEATS Kierowcy Dostawcy są większymi optymistami. Gdy zadałem pytanie, ile zarabiają, nie znalazła się ani jedna osoba, która by narzekała.

„Ponad 21zł/h – po odjęciu wszystkich podatków i paliwa (bez amortyzacji), samochód, Trójmiasto” – pisał Paweł. „Wiele zależy też od partnera, do którego jest się podpiętym. Mój poprzedni strasznie leciał w kulki, nie potrafił odpowiedzieć na pytania, dlaczego aż tak dużo potracili mi VAT’u, itd. Od czasu zmiany jestem mega zadowolony” – dodał. „Ja jestem uczniem i mogę sobie pozwolić na 4 godziny dziennie pn.-pt., a w weekendy mogę nawet i cały dzień jeździć. Średnia to jest 25zł/h, czyli dziennie średnio 150 PLN. Licząc, że pracuje te 20 dni w miesiącu, to będzie 3000 na rękę” – napisał z kolei Rafał. Takich pozytywnych opinii pojawiło się więcej. Co ciekawe, nikt nie narzekał.

Moderacja usuwa negatywne opinie? Nie wiem. Ale w internecie jest już zdecydowanie więcej narzekania. Praktycznie pod każdą opinią mówiącą o „dwudziestu paru złotych na godzinę” dla osób jeżdżących z Uber Eats pojawiają się komentarze, że jest to absolutna nieprawda, a być może także celowe działanie marketingowców.

Licząc 70 złotych dziennie, daje to zarobki od 1400 (jeśli jeździmy 20 dni w miesiącu) do 2100 złotych miesięcznie (jeśli jeździmy 30 dni w miesiącu).

Są też długie okresy, gdy brakuje zamówień – zauważają krytycy. „Tak więc jest to zajęcie godne polecenia tylko jako dorabianie do kieszonkowego” – podsumowuje youtuber, który w lato 2018 jeździł po Warszawie z Uber Eats. Przez tydzień zarobił… 40 złotych brutto.

Czy opłaca się być dostawcą Uber Eats? Zobacz wideo:

Trzeba do tego pamiętać, że pokonuje się dziesiątki kilometrów dziennie na rowerze. Na pewno dochodzą koszty napraw i serwisowania sprzętu, a wypadałoby założyć działalność gospodarczą. Jeśli tego się nie zrobi, pozostają tzw. partnerzy, którzy biorą prowizję. Są też minusy zdrowotne. Na dłuższą metę ta praca może zrujnować kolana (długotrwała jazda na rowerze) i płuca (przez wysokie zanieczyszczenie powietrza w polskich miastach).

Oto też odpowiedź na pytanie, dlaczego tak dużo jeździ dla Uber Eats imigrantów z krajów drugiego i trzeciego świata

Wobec tak skrajnych opinii: komu wierzyć? Najlepiej własnym oczom. Można spróbować jeździć samemu. A można próbować wyciągnąć wnioski z faktu, że na rowerach jw dużej mierze jeżdżą imigranci. Dlaczego? Bo mało kto uznałby tę pracę za atrakcyjną na dłuższą metę? Natomiast dla mieszkańca Bangladeszu, gdzie średnia miesięczna pensja w stolicy kraju plasuje się w granicach 150 dolarów miesięcznie[2], może to być bardzo atrakcyjna oferta.

Głośna była ostatnio na Twitterze  dyskusja o tym, czy rozwozić jedzenie „powinni Polacy a nie imigranci”[3]. W ogóle pewnie by nie powstał temat, gdyby uczestnicy debaty orientowali się w realnej wysokości stawek za godzinę jazdy rowerem dla Uber Eats. Czy to w godzinach szczytu, czy w śniegu, czy w upale, czy to w smogu.

Nic dziwnego, że wobec warunków pracy i wysokości zarobków pojawiają się nawet skrajne głosy. Ludzie nazywają Ubera „zalegalizowanym niewolnictwem”[4]. Sama firma zdecydowanie zaprzecza. W Wielkiej Brytanii zdecydowała się na współpracę z organizacjami walczącymi ze współczesnymi formami zniewolenia pracowników[5]. Czy u nas też wesprze podobną organizację? Na razie tego nie zrobiła.


Polecam: 8 skutecznych porad, dzięki którym zarobisz dodatkowe 1000 złotych miesięcznie


 

Dodaj kulturalny komentarz