KRAKOWSKI CENTUS

Ekstremalne oszczędzanie, styl życia.

Ile kosztuje dziecko? Koszt wychowania dziecka do 18. roku życia

Zanim padnie odpowiedź, chciałby zapewnić, że nie mam nic do osób posiadających dzieci, a tym bardziej do dzieci. Uwielbiam je! Chyba każdy rodzic z większym doświadczeniem przyzna i potwierdzi, że jak już pojawią się na świecie, są
największym darem dla całego otoczenia! Co najmniej, powiedzmy, do osiągnięcia wieku 11-13 lat…

Naklejka na samochód w stylu DINK (double income no kids). Fot. pochodzi stąd

Jakkolwiek nasze pociechy są cudowne, nie zmienia to faktu, że istnieją poważne przesłanki do tego, aby rodzicielstwo planować świadomie, co być może nawet oznacza konsekwentne i świadome jemu zapobieganie[1]. Dzisiaj pomijam inne aspekty (poza ostatnim akapitem tekstu). Zajmę się czysto finansową stroną tej sprawy. Oto odpowiedź na pytanie, ile kosztuje dziecko, podana krótko i bez zbędnej zwłoki:

Wychowanie jednego dziecka kosztuje 200 tysięcy złotych!

Tak, okazuje się, że ludowa mądrość wyraża prawdę: dziecko kosztuje tyle, co drogi samochód. Za 200 tysięcy złotych można
kupić nowe Volvo V90, Jaguara F-Pace, Mercedesa Klasy E czy BMW Serii 5 [2].

Volvo V90 Cross Country, 2019 rocznik, na tle górskiego, zimowego krajobrazu

Osobiście uważam na przykład, że Volvo V90 Cross Country z 2019 roku pięknie prezentuje się na tle kanadyjskich, górskich krajobrazów. Choć jako ekstremalnie oszczędny Krakowski Centu$ oczywiście bym go nie kupił. Zanim zrobisz dziecko, polecam jednak oglądnąć to wideo:

Oczywistą przewagą Volvo nad dzieckiem jest między innymi to, że jest bezwypadkowe i słucha się ciebie praktycznie na każdym zakręcie… Ale wróćmy do tematu:

Koszt wychowania dziecka w Polsce – raport Centrum im. Adama Smitha

Koszt wychowania dziecka w Polsce w 2018 roku wyliczyli eksperci z Centrum im. Adama Smitha. Raport „Koszt wychowania
Dzieci w Polsce 2018”[3] stwierdza, że utrzymanie latorośli do 18. roku jej życia to wydatek rzędu 190 do 210 tysięcy złotych. Kolejne dzieci kosztują proporcjonalnie mniej. Dwójka to wydatek rzędu 350 do 385 tysięcy, a trójka – 460-500 tysięcy*.

Dla porównania: według danych Departamentu USA ds. Rolnictwa, przecięty koszt wychowania dziecka do 17. roku życia w USA
na rok 2017 to koszt 233 610 dolarów[4].

Ciekawy fakt: Jeśli będziesz dawać dziecku 2 złote na drożdżówkę za każdym razem, gdy idzie do szkoły, to do matury wyda na drożdżówki 4320 PLN**.

Utrzymanie dziecka – wydatki, na które musisz się przygotować (dane orientacyjne)

  1. Wstępne przygotowania na pojawienie się dziecka (np. zakup wózka i łóżeczka) – 7-10 tysięcy złotych;
  2. Jedzenie – 300-400 złotych miesięcznie;
  3. Ubranie – co najmniej kilkaset złotych rocznie;
  4. Kosmetyki, środki czystości, lekarstwa – 100-200 złotych miesięcznie;
  5. Transport – kilkadziesiąt złotych miesięcznie;
  6. Edukacja – nawet do kilkuset złotych miesięcznie;
  7. Zabawki – co najmniej kilkaset złotych rocznie.

Ciekawy fakt: Żeby przez 18 lat na dziecko wydać 200 tysięcy złotych (dokładnie 199 800 PLN), wystarczy wydawać na nie 925 złotych miesięcznie.

„Dej na dziecko” – co otrzymujemy od państwa?***

  • Becikowe (1000 złotych) i
  • 500+ (obecnie na drugie dziecko, w planach także na pierwsze[5]) w wysokości 500 złotych miesięcznie, czyli (18x12x500) 108 tysięcy złotych do osiągnięcia przez dziecko pełnoletności.

Czy 500+ mi się opłaca? Przy założeniu, że dwójka dzieci kosztuje 350 tysięcy złotych (minimalnie), widać, że to się i tak nie opłaca****. Zostaje do opłacenia z własnej kieszeni koszt w wysokości 150 tysięcy złotych, albo 50-100 tysięcy – jeśli zaczną „dawać” 500+ na pierwsze.

Zakładamy oczywiście kontrowersyjną tezę, że Polska będzie w stanie utrzymać wyjątkowo wysokie wydatki na tzw. politykę
prorodzinną. Obecnie są one na poziomie 3,11 procenta PKB, co jest jednym z najwyższych wskaźników w Europie[6]). A wiadomo, że finansujemy ten program za pożyczone pieniądze[7].

Te wyliczenia zupełnie ignorują też fakt, że dziecko w obecnej sytuacji społeczno-ekonomicznej trzeba utrzymywać przez
parę lat po ukończeniu 18. roku życia w okresie studiów.

Tak więc na pytanie, czy warto mieć dziecko, najlepiej chyba odpowiedzieć w stylu „kto bogatemu zabroni”.

Eksperci nie brali pod uwagę wielu czynników, między innymi kosztów dla
środowiska naturalnego

Ograniczamy się tutaj też tylko i wyłącznie do kosztów, jakie zauważają, w postaci znikających pieniędzy z konta czy
portfela, rodzice. Eksperci z im. Adama Smitha ignorują inne koszty. A jest ich wiele. Wystarczy tutaj wymienić, że:

  • Liczebność populacji naszego gatunku jest jedną z głównych przyczyn efektu cieplarnianego i innych niebezpiecznych zmian w środowisku na Ziemi (masowe wymieranie gatunków, zmniejszanie się powierzchni lasów). Mogą one doprowadzić do samozagłady ludzkości[8].
  • Im więcej ludzi na Ziemi, tym większe jest też ryzyko globalnej epidemii. To też jedno z głównych zagrożeń dla istnienia ludzi na Ziemi[9].

Nie rób, ani nie kupuj, tylko adoptuj

Wróćmy jednak do słodkich bobasków. Istnieją poważne przesłanki do tego, że jeśli

  1. naprawdę chce się mieć dziecko,
  2. lubi się dzieci,
  3. uważa się, że są darem od Boga,
  4. itp.,

to można jedno (lub więcej) adoptować.

W Polsce mamy coś takiego jak sierocińce i nie są to najfajniejsze miejsca. W „pieczy zastępczej” przebywa obecnie 76 000 dzieci. 20 000 w domach dziecka, a 56 000 w rodzinach zastępczych[10].

Dzieci w Mbale, Uganda.

A choć oczywiście można, to nie trzeba też ograniczać się do Polski. Szacuje się, że ponad połowa dzieci na świecie żyje w biedzie[11]. Z perspektywy wielu milionów z nich, kraj na poziomie Polski jest czymś w rodzaju raju na Ziemi, do którego można się dostać tylko cudem.

Na przykład adopcyjnym cudem.

Oczywiście, nie próbuję nikomu odebrać prawa do posiadania dziecka. Ale, z drugiej strony, ciekawe są dane, że dzietność w społeczeństwie maleje, gdy rośnie poziom edukacji czy zamożność[12]. Niekoniecznie jest to związek przyczynowo-skutkowy, ale na pewno jest współwystępowanie…

DINK – double income no job

Nie dziwi też, w tym kontekście, coraz większa popularność takich trendów, jak: dobrowolna bezdzietność, antynatalizm czy modelu rodziny wyrażonego akronimem DINK (od ang. „double income no kids” – „oboje zarabiamy, nie mamy dzieci”)[13], co może też wyrażać dźwięk brzęczących monet.

Dziękuję za uwagę, miłego dnia.


*Co też ważne:

Koszt utrzymania dziecka rośnie proporcjonalnie do naszych zarobków

Po prostu, ciężko dziecku odmówić. Jeśli mamy pieniądze, zwykle skłonni jesteśmy wydać je na ukochane dziecko. Wykorzystują to bezlitośnie specjaliści od reklamy i marketingu, kierując swoją ofertę do naszych pociech. Dobrze wiedzą, że pociecha sama znajdzie już drogę do portfela rodziców.

Dzieci, nawet jeśli nie są bardziej łatwowierne oraz podatne na manipulację niż dorośli, co twierdzi wielu psychologów[14], to są podatne na manipulację co najmniej w tym samym stopniu, co my. A reklamodawcy to wykorzystują. Nie jest to nielegalne. Reklamy skierowane do dzieci są zabronione od lat w Szwecji[15]. Na razie kraj ten bezskutecznie apelował o podobne prawo w całej Unii Europejskiej[16].

8 lat podstawówki plus cztery lata liceum i przy założeniu,, że w roku szkolnym dziecko pójdzie do szkoły 180 razy.

***Są oczywiście dodatkowe świadczenia, szczególnie dla rodzin wielodzietnych (co najmniej trójka dzieci) i samotnych
rodziców. Tutaj podaję podstawowe świadczenie dla uproszczenia rachunków.

****Proszę się nie obrażać! Bierzemy pod uwagę tylko i wyłącznie bilans księgowy.

Dodaj kulturalny komentarz