KRAKOWSKI CENTUS

Ekstremalne oszczędzanie, jak oszczędzać pieniądze

Uważaj! Twoja wagina jest bramą do twojego portfela

Ostatnio aktualizowany:

Co trzeba wiedzieć na temat higieny pochwy? Pochwa to organ samooczyszczający się. Tymczasem mamy całą gałąź przemysłu, która powstała, odpowiadając na zapotrzebowanie, by ją oczyszczać. To dobry przykład na co najmniej kilka rzeczy.

Obrany banan i przekrojony na pół grejpfrut

Źródło zdjęcia: i_spy_vagina.

Na początek zagadka:

Jaka rzecz nie powinna nigdy znaleźć się w okolicach twojej waginy?

– penis;

– twój palec;

– tampon;

– talk.

Zastanówcie się przez chwilę, zanim przescrollujecie dalej. Odpowiedź jest pod zdjęciem:

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Elephant Vagina (@queeefner)

Post udostępniony przez I Spy Vagina (@i_spy_vagina)

Odpowiedź brzmi: talk. Przynajmniej tak stwierdziła ława przysięgłych w trakcie rozprawy w Missouri (USA), gdzie sąd przyznał 22 kobietom ponad 4 miliardy odszkodowania od firmy Johnson & Johnson1[1]. Kobiety stosowały dziecięcy talk Johnson & Johnson i zachorowały na raka jajników. Stwierdzono, że produkt mógł zawierał azbest.

Skąd azbest w talku? Azbest i krzem bardzo często są wydobywane tuż obok siebie. Stąd możliwe zanieczyszczenie talku, produkowanego z krzemu, rakotwórczym azbestem.

Dlaczego przyznano odszkodowanie? W jajnikach tych kobiet znaleziono cząstki azbestu. Używały talku Johnson & Johnson. Mógł się tam znaleźć azbest. Firma nie ostrzegała o tym na opakowaniach. Prawo Missouri jasno stwierdza, że jeśli produkt może zawierać nawet śladowe ilości rakotwórczej substancji, to na opakowaniu musi być informacja, że może powodować raka.

Marka protestuje, że jej produkt nie zawiera azbestu i będzie apelować w sprawie. 6 kobiet, które wygrały przed sądem w Missouri, już nie żyje.

Pytanie: dlaczego kobiety używały talku w okolicach swojej pochwy?

Talk

Wagina to organ samo oczyszczający się. Jak każdy organ wystawiony na ryzyko kontaktu ze światem zewnętrznym, pochwa jest uzbrojona w swoje własne systemy obrony przed zagrożeniami i jest to wyjątkowo skuteczne połączenie błony śluzowej z własną florą bakteryjną.

Dzięki temu przez dziesiątki tysięcy lat, zanim powstał biznes farmaceutyczny, kobiety jakoś tam sobie radziły, będąc wystawione na o wiele większe zagrożenia brudem i infekcją niż współczesne mieszkanki dużych miast w krajach wysoko rozwiniętych.

Czy wagina nigdy nie potrzebuje naszej interwencji? Nie, czasem potrzebuje. W sensie, że powinno się ją od czasu do czasu przemyć wodą (ale nie silnym strumieniem z prysznica![2]). Albo wylizać…

Ale lepiej już poprzestać tylko na tym! Niezależne badania naukowe sugerują, że higiena intymna za pomocą środków do tego przeznaczonych robi więcej złego niż dobrego[3].

Kanadyjscy naukowcy piszą w swojej konkluzji, że to „społeczeństwo stworzyło wyobrażenie, że wagina jest nieczysta, brudna, śmierdzi”, a marketing tylko je wykorzystał. I stworzył sytuację, w której kobietom wydaje się, że produkty higieny intymnej to absolutna konieczność! A nie co najwyżej wybór, który niesie ze sobą różnego rodzaju ryzyko.

Nie wierzycie, że coś jest na rzeczy? A o ilu produktach do higieny napletka słyszałyście lub widziałyście, że stosują je wasi partnerzy?

Naukowcy stwierdzają, że jeśli stosować jakieś środki, to koniecznie takie, które nie są alergogenne, nie zawierają mydła, są przyjazne dla flory bakteryjnej i nie zmieniają pH, nie podrażniają skóry, zapobiegają wysuszaniu i należą do grupy „środków czyszczących średniego stopnia”[4]. Czyli właściwie nie robią nic!

Po pierwsze: oto, jak dużo pieniędzy potrafimy wydać zupełnie bez sensu

Mimo że skuteczność tych środków jest co najmniej wątpliwa, w samych Stanach Zjednoczonych rynek produktów do higieny intymnej w 2017 roku sięgał już kwoty 48 miliardów dolarów, a do 2025 ma osiągnąć wartość 51 miliardów dolarów[5].

Po drugie: sam fakt, że coś jest, nie znaczy, że ma to sens

Jeśli w sklepie jest cała półka środków do higieny intymnej, naturalnym wnioskiem, jaki się nasuwa, jest: kobiety potrzebują środków do higieny intymnej. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Nawet, jeśli trochę ich potrzebują, to w skali o 95-99 proc. mniejszej!

Ten segment rynku nie jest wyjątkiem i nie może nim być, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko reguły prawdopodobieństwa. Półki sklepowe są przepełnione rzeczami, których nie potrzebujemy. A nawet rzeczami, które po prostu szkodzą nam i całej planecie! Wystarczy prosty przykład słodzonych napojów gazowanych, czy produktów na bazie oleju palmowego, które zajmują zwykle całą alejkę w każdym dyskoncie.

To tylko kolejny i jeden z tysięcy dowodów na to, że wydajemy zdecydowanie zbyt dużo. Zakupy można robić zdecydowanie bardziej oszczędnie, z korzyścią dla swojego zdrowia i kieszeni oraz z korzyścią dla otoczenia.


Polecam: Zero Waste w twoim domu

Dodaj kulturalny komentarz